top of page

W lustrze historii. Społeczne funkcje źródeł archiwalnych | 2.10.2026

51 minut temu
6 minut(y) czytania
Fot. Marcin Sutryk
Fot. Marcin Sutryk


Wykład na inaugurację roku akademickiego 2026/2027 na Uniwersytecie w Siedlcach. Siedlce 1 X 2026 r.


Stając przed lustrem, oczekujemy, że zobaczymy w nim siebie. Lustro nas nie tworzy, bo już istniejemy. Pozwala jednak dostrzec to, czego bez jego pomocy nie możemy zobaczyć bezpośrednio. Cóż nam pokazuje? – dobrze znaną postać. Ale zazwyczaj ujawnia dodatkowo coś jeszcze, czego wcześniej nie zauważaliśmy albo czego wolelibyśmy nie zobaczyć. Podobne doświadczenie niesie spotkanie z historią. Kiedy zwracamy się ku przeszłości, szukamy w niej ludzi, zdarzeń i światów, które przeminęły. Na koniec odnajdujemy jednak najczęściej samych siebie: źródła naszej tożsamości, odziedziczone wyobrażenia, powody do dumy, ale również błędy, przemilczenia czy niewypełnione zobowiązania.


Bohater badań, którym poświęciłem ostatnie lata pracy naukowej i nowo wydaną książkę, Seweryn Czetwertyński, twierdził, że takim lustrem, w którym  powinien przeglądać się człowiek, poszczególne społeczności i narody – jest historia. Nie jest to jednak lustro neutralne. Pokaże to, co sami potrafimy i będziemy chcieli zobaczyć. Obraz przeszłości może nas poruszać, budzić emocje, potwierdzać nasze przekonania albo zmuszać do ich ponownego przemyślenia. Powstaje zatem pytanie: co właściwie widzimy, kiedy przeglądamy się w historii? Czy oglądamy przeszłość taką, jaką ona rzeczywiście była? Czy może dostrzegamy przede wszystkim samych siebie – ludzi współczesności, którzy patrzą na przeszłość przez pryzmat własnych doświadczeń, pytań i oczekiwań? Odpowiedzi na to zagadnienie poszukam, zestawiając refleksję księcia Seweryna Czetwertyńskiego z innym zagadnieniem z zakresu moich zainteresowań badawczych w ostatnim czasie – koncepcją archiwistyki afektywnej i społecznego funkcjonowania źródeł archiwalnych.


Seweryn Czetwertyński był ziemianinem, działaczem społecznym i politykiem, wieloletnim posłem do Sejmu II RP z ramienia Narodowej Demokracji, którego życie przypadło na czas zaborów, odzyskania niepodległości, odbudowy polskiego państwa, a następnie wojny i okupacji niemieckiej. Historia była dla niego osobistym doświadczeniem, przestrzenią działania i źródłem zobowiązań. W jego światopoglądzie miała wartość poznawczą, ale również etyczną, wychowawczą i polityczną. Pozwalała wspólnocie zrozumieć, skąd przychodzi, jakie doświadczenia ją ukształtowały oraz jakie obowiązki wynikają z odziedziczonej przeszłości. Stąd zapewne w myśli Czetwertyńskiego historia przybrała konstrukt lustra – sumienia narodu.  W tym zwierciadle wspólnota powinna dostrzegać chwile wielkości, bohaterskie czyny i powody do dumy, ale także umieć dostrzec błędy, zaniechania i klęski. Historia nie powinna zatem służyć do utwierdzania w samozadowoleniu. Ma uczyć krytycznego spojrzenia na siebie. Ostrzegał zarówno przed odrzuceniem przeszłości, jak i przed jej mitologizowaniem. Naród bowiem, który odcina się od swoich dziejów, traci pamięć i zdolność rozumienia teraźniejszości.


Książę Czetwertyński uważał, że prawdziwe poznanie historii powinno prowadzić do działania. Dziedzictwo nie było dla niego pamiątką zamkniętą w gablocie, lecz moralnym testamentem. Każde pokolenie otrzymuje od poprzedników określone wartości, instytucje i doświadczenia, ale wraz z nimi przejmuje odpowiedzialność za ich twórcze rozwijanie i przekazanie następnym generacjom. Historia staje się w ten sposób nauczycielką odpowiedzialności. Uczy, że naród nie jest wspólnotą jednej chwili, lecz więzią łączącą przeszłe, obecne i przyszłe pokolenia. Pamięć o przodkach powinna prowadzić do podjęcia własnej pracy. Bo historia ma sens tylko wtedy, gdy jest przeżywana i wcielana w życie: w pracy, służbie społecznej, odpowiedzialności za państwo i trosce o wspólne dobro. Spojrzeć w jej lustro znaczyło dla Czetwertyńskiego rozpoznać swoją tożsamość oraz dostrzec granice własnej odpowiedzialności.


Skoro jednak historia ma być lustrem, warto zapytać, z czego ma być ono wykonane? Co sprawia, że świat, który przeminął, którego już nie ma, może wciąż stawać przed nami i przemawiać do kolejnych pokoleń? Przeszłość nie istnieje już w postaci, w której doświadczali jej żyjący wówczas ludzie. Nie możemy jej bezpośrednio zobaczyć ani do niej powrócić. Pozostały jednak liczne jej ślady, spośród których – jako zajmującemu się archiwistyką – najbliższe są mi dokumenty: pisma, urzędowe akta, prywatne listy, pamiętniki, fotografie, mapy, nagrania, coraz częściej pliki cyfrowe – zapisy ludzkich działań. To z nich zbudowane jest głównie lustro historii.


Źródło archiwalne nie jest oczywiście przeszłością. Jest jej zachowanym tropem, – fragmentem rzeczywistości (a wręcz fragmentem fragmentu – jak twierdzi Verne Harris), który przetrwał swój czas i może stać się podstawą jej poznawania. Każdy taki ślad powstał w określonych okolicznościach, w konkretnym celu i za sprawą określonego człowieka lub instytucji. Dokument niesie więc nie tylko zapisaną informację. Zachowuje również pozostałości intencji twórcy, języka epoki, stosunków społecznych i sposobów ówczesnego rozumienia świata. Każdy z patrzących w lustro historii przynosi ze sobą własną wiedzę, doświadczenia, przekonania i emocje. Dlatego ten sam dokument może zostać odczytany na wiele sposobów. Obraz nie powstaje wyłącznie w dokumencie ani wyłącznie w umyśle jego odbiorcy. Rodzi się w spotkaniu jednego z drugim.


Właśnie to spotkanie pozwala nam przejść od metafory lustra historii do archiwistyki afektywnej. To stosunkowo nowe narzędzie badawcze archiwistyki wychodzi z przekonania, że społeczne funkcjonowanie dokumentów nie kończy się z chwilą ich złożenia do archiwum. Przeciwnie, to wówczas rozpoczyna się ich prawdziwe życie. Są wielokrotnie odnajdywane, odczytywane i interpretowane. Powracają w badaniach naukowych, edukacji, kulturze, debatach publicznych, opowieściach rodzinnych i działaniach lokalnych wspólnot. W każdym z tych przypadków dochodzi do spotkania człowieka z dokumentem. Ma ono charakter poznawczy, bo pozwala zdobyć wiedzę o przeszłości. Jest również doświadczeniem, któremu mogą towarzyszyć emocje: zainteresowanie, wzruszenie, duma, żal, gniew, wstyd, poczucie krzywdy albo zobowiązania. Dokument nie tylko informuje. Może potwierdzić odziedziczoną opowieść, ale ją również ją podważyć, uzupełnić lub ukazać w zupełnie innym świetle. Staje się źródłem afektu


Ale czym jest afekt? Nie chodzi o emocję ukrytą w dokumencie, czekającą przez dziesięciolecia na uwolnienie. Afekt należy rozumieć jako możliwość oddziaływania, która ujawnia się w relacji między źródłem, człowiekiem i otoczeniem społecznym. Dokument zachowuje zdolność uczestniczenia w kolejnych ludzkich doświadczeniach, lecz rezultat każdego takiego spotkania zależy od tego kiedy, w jakich okolicznościach i z jakimi pytaniami człowiek po niego sięga. Wyobraźmy sobie fotografię przedstawiającą grupę mieszkańców niewielkiej miejscowości. Dla przypadkowego odbiorcy może być jedynie interesującym obrazem dawnego stroju, obyczaju czy przestrzeni. Historyk dostrzeże w niej źródło do badań nad życiem społecznym. Potomek jednej z przedstawionych osób rozpozna fragment własnej historii rodzinnej i tożsamości. Dla lokalnej wspólnoty ta sama fotografia może stać się znakiem ciągłości, ale też przypomnieniem ludzi lub miejsc, których już nie ma. Dokument pozostaje ten sam. Zmieniają się natomiast pytania, doświadczenia i emocje osób, które na niego patrzą.


Dlatego obraz pojawiający się w lustrze historii nie jest ustalony raz na zawsze. Odnawia się wraz z każdym kolejnym spotkaniem człowieka ze źródłem. Przeszłość nie zmienia kształtu. Jest taka jaką była. Człowiek próbuje ją lepiej lub gorzej zrekonstruować. Dotrzeć do prawdy. A robi to poprzez kontekst własnego otoczenia i własnego świata, z którego kieruje ku dokumentowi swoje pytania. Kolejne pokolenia mogą dzięki temu dostrzegać w tych samych źródłach problemy wcześniej pomijane, a dziś tak istotne jak np.: doświadczenia kobiet i dzieci, codzienność zwykłych ludzi, losy mniejszości, mechanizmy przemocy czy ślady zbiorowych traum.


Proces ten w przygotowywanym aktualnie podręczniku określiłem mianem afektywnego obiegu archiwalnego – modelu koncentrującego się na społecznym funkcjonowaniu źródeł archiwalnych. Dokument zostaje zachowany, opracowany i udostępniony, następnie jest interpretowany oraz wykorzystywany w nauce, edukacji, kulturze lub budowaniu pamięci. Jego społeczne użycie rodzi nowe pytania, które prowadzą użytkowników ponownie do archiwum. Obieg nie ma więc charakteru zamkniętego ani linearnego. Każde odczytanie źródła może stać się początkiem następnego. Uczestniczą w nim cztery strony. Dokument wnosi zachowane świadectwo przeszłości. Historyk i archiwista tworzą warunki jego odnalezienia i zrozumienia. Użytkownik przychodzi z własnym pytaniem, wiedzą i doświadczeniem. Wspólnoty ludzkie włączają rezultaty interpretacji do swoich opowieści, wyobrażeń i praktyk pamięci. W relacjach między nimi społeczne znaczenie archiwaliów jest nieustannie odnawiane. Właśnie tutaj refleksja archiwistyczna spotyka się z myślą Czetwertyńskiego. Książę wyjaśniał, po co wspólnota powinna spoglądać w historię: po to, by rozpoznawać własną tożsamość, oceniać swoje postępowanie i podejmować odpowiedzialność. Archiwistyka afektywna pomaga zrozumieć, w jaki sposób takie podejście staje się możliwe. Dokonuje się ono w kolejnych spotkaniach ludzi, kolejnych generacji ze świadectwami przeszłości.


Warto pamiętać, że lustro historii nie jest doskonałe. Nie zachował się w nim pełny obraz przeszłości. Nie wszystkie ludzkie doświadczenia zostały zapisane, nie wszystkie dokumenty przetrwały, a część z nich została świadomie zniszczona lub nigdy nie trafiła do archiwum. Jedne osoby i grupy pozostawiły po sobie tysiące świadectw, po innych pozostały zaledwie pojedyncze tropy lub zgoła… nic. Warto pamiętać, że wiedza o tym czego nie zachowano, jest równie znacząca jak to, co przetrwało.


Obraz zależy również od sposobu opracowania i udostępnienia źródeł. Dokument źle opisany, wyrwany z kontekstu lub niedostępny pozostaje dla społeczeństwa – mimo swego istnienia – niewidoczny lub niesie fałszywy przekaz. Także użytkownik, niestety zdarza się, że również historyk, może patrzeć wybiórczo: dostrzegać jedynie te świadectwa, które potwierdzają jego wcześniejsze przekonania, a pomijać te, które zakłócają oczekiwany obraz. Historia może więc zostać łatwo przekształcona w pochlebną legendę, narzędzie polityczne albo źródło oskarżeń. Dokument oddziałujący na emocje szczególnie łatwo wykorzystać bez koniecznego wyjaśnienia jego pochodzenia i okoliczności powstania. Fragment źródła może wówczas posłużyć do zbudowania fałszywej opowieści. A jak wiemy od czasów słynnej pracy prof. Józefa Szujskiego „fałszywa historia staje się źródłem fałszywej polityki”. Seweryn Czetwertyński przestrzegał zarówno przed odrzuceniem dziedzictwa, jak i przed zamienianiem historii w wygodną narodową mitologię. W obu przypadkach wspólnota traci zdolność rzeczywistego samopoznania. Dlatego historia powinna być lustrem sumienia, a nie lustrem próżności. Powinna pomagać wspólnocie rozpoznawać siebie. Jej aktualny obraz nie może zostać zadekretowany, ani przybrać formy dogmatu lub ustawy, musi pozostać otwarty na sprawdzanie, uzupełnianie i ponowną interpretację.


Uniwersytet to jedno z tych miejsc, w których powinniśmy uczyć patrzenia w lustro historii: uważnie, cierpliwie i krytycznie, ale również bez lęku przed obrazem, który może okazać się inny, niż tego oczekiwaliśmy. Zadaniem historyka nie jest dostarczanie wspólnocie takiego wizerunku przeszłości, który ją uspokoi albo utwierdzi w dobrym samopoczuciu. Jego powinnością jest stwarzanie warunków rzetelnego spotkania ze źródłami, także wtedy, gdy świadectwa przeszłości stawiają trudne pytania, naruszają utrwalone wyobrażenia i zmuszają do ponownego przemyślenia własnej tożsamości.


Przejrzeć się w lustrze historii to zatem nie tylko zobaczyć, skąd przychodzimy. To także zgodzić się, że przeszłość stawia nam pytania o teraźniejszość i o świat, który pozostawimy następnym pokoleniom. Nie dziedziczymy bowiem gotowego wizerunku samych siebie. Dziedziczymy źródła oraz odpowiedzialność za to, co zdołamy w nich zobaczyć.

Komentarze


Featured Posts
Archive
Follow Us
  • Facebook Basic Square
bottom of page