Co człowiek pisze - co ludzie czytają? | 10.10.2026

Człowiek pisze, bo coś go zaciekawiło, jakiś dokument nie daje spokoju albo w dotychczasowych opracowaniach czegoś mu brakuje. Potem tekst trafia do czytelników i zaczyna własne życie. Czasem zupełnie inne, niż przewidywaliśmy. Przyjrzyjmy się temu na przykładzie publikacji zamieszczonych na moim profilu w serwisie Academia.edu. Co przyciąga uwagę? Co użytkownicy sobie zapisują, zapewne z zamiarem powrotu? I jak mają się ich wybory do zainteresowań piszącego?
Na początek zastrzeżenie metodologiczne: licznik wyświetleń nie jest licznikiem przeczytanych tekstów; zapisanie publikacji do zakładek nie oznacza wykorzystania jej w badaniach; starsze materiały miały więcej czasu na zgromadzenie odsłon. Poniższe liczby, według stanu na dzień dzisiejszy, dotyczą najpopularniejszych wpisów poszczególnych publikacji. Układają się one w ciekawy obraz, nie zawsze zbieżny z trendami tzw. ministerialnej punktozy i modami grantowymi.
Na czele „Skorowidz do rejestru mieszkańców miasta Radzynia Podlaskiego z lat 1931-1939” (2013 r.) – 4359 wyświetleń i 175 zapisów do zakładek. Za nim „Spis mieszkańców Kocka sprzed 1939 r.” (2017 r.) – 2581 wyświetleń i 128 zapisów. Dwa opracowania, których podstawową zaletą jest to, że pomagają kogoś odnaleźć. Można przypuszczać, że za częścią tych wejść stoją poszukiwania genealogiczne: nazwisko dziadka, dawny adres, ślad krewnych, których losy rozproszyły się wraz z wojną. Statystyka nie pozwala tego sprawdzić, ale charakter publikacji podsuwa takie wyjaśnienie. Dla historyka skorowidz jest pomocą informacyjną. Dla szukającego własnej rodziny odnaleziony w nim zapis może być początkiem ważnej historii. To całkiem dobry powód, żeby cierpliwie opracowywać źródła.
Mocną pozycję zachowuje tematyka komunizmu. Tom „Partia komunistyczna w Polsce. Struktury, ludzie, dokumentacja” (2012 r.) odnotował 1979 wyświetleń i aż 202 zapisy do zakładek — najwięcej w tym zestawieniu. Wyraźnie wyróżnia się również napisany wspólnie z Michałem Mroczkiem rozdział o programie „Awangarda XXI wieku” (2016 r.): 965 wyświetleń. Cały tom „To idzie młodość. Młodzież w ideologii i praktyce komunizmu” (2016 r.) ma ich 788. Widać zainteresowanie zarówno strukturami systemu, jak i konkretnymi sposobami jego oddziaływania na ludzi.
Czytelników przyciągają także doświadczenia wojny i represji. Zapiski Aliny Fedorowicz „Marty”, sanitariuszki oddziału „Zenona” (2014 r.), osiągnęły 1476 wyświetleń, a „Tajemnice nazistowskiej i komunistycznej katowni w Radzyniu Podlaskim” (2020 r.) – 1448. Do tego dochodzą „Kock w latach stalinizmu” (2017 r.) z 666 odsłonami oraz opracowanie o radzyńskiej katowni UB „Godzina cierpienia” (2014 r.) z 404. Historia regionalna wyraźnie jest na topie. Jej lokalność może być tym, co prowadzi czytelnika do tekstu: rozpoznawalnym miejscem, nazwiskiem, budynkiem mijanym codziennie.
A archiwistyka? W tej części dorobku największą liczbę wyświetleń mają tomy zbiorowe: „Archiwalia nieoczywiste” (2023 r.) – 429, „Zbiory archiwalne w archiwach i poza archiwami” (2024 r.) – 373, „Wokół spuścizn archiwalnych” (2024 r.) – 354 oraz „Odkrywanie i interpretacja archiwaliów” (2022 r.) – 301. Dalej są między innymi „Oblicza archiwów i współczesne wyzwania archiwistyki” (2019 r.) – 223, „Czas archiwozofii” (2011 r.) – 206, „Archiwiści i maszyny” (2018 r.) – 199 i monografia „O sens w archiwistyce” (2022 r.) – 168. To mniejsza skala, ale też bardziej wyspecjalizowany krąg odbiorców.
Ciekawie wypada „System biurokratyczny Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w województwie bialskopodlaskim w latach 1975-1990” (2013 r.): przy 286 wyświetleniach ma 48 zapisów do zakładek. Taki wynik sugeruje, że część osób trafiających do książki widzi powód, żeby zachować ją na później. O recepcji najnowszych publikacji poświęconych archiwistyce afektywnej trudno natomiast jeszcze wnioskować. Potrzebują czasu.
Pisząc, porządkujemy źródła, rekonstruujemy mechanizmy, proponujemy pojęcia. Czytelnik przychodzi ze swoim pytaniem, którego często nie mogliśmy przewidzieć. Z obszernej książki wybierze jeden akapit. W szeregu nazwisk znajdzie to jedno. Do teoretycznego tekstu wróci, gdy we własnej pracy napotka problem.
W statystyce portalu widać tylko ślady tych spotkań – ich przebiegu i znaczenia już nie. A przecież gdzieś pomiędzy dokumentem a człowiekiem, który rozpozna w nim fragment własnego świata, zaczyna się najciekawsza część historii.
Wszystkie wymienione wyżej publikacje dostępne są na moim profilu: Academia.edu























Komentarze