Co konserwatywni endecy robili w bolszewickich komitetach rewolucyjnych?

03.02.2018

 

W książce Normana Daviesa o wojnie polsko-bolszewickiej 1920 r. pt. Orzeł Biały Czerwona Gwiazda natrafiamy na tyleż tajemniczy, co potraktowany bardzo zdawkowo, fragment dotyczący składów personalnych bolszewickich komitetów rewolucyjnych. Wśród osób, które w oczywisty sposób dopuściły się zdrady ojczyzny i zasiliły administracyjno-wojskowe twory okupanta, jakimi były komitety rewolucyjne, zwane z sowiecka rewkomami (głównie Żydzi z Bundu i Poalej-Syjon, członkowie i sympatycy Komunistycznej Partii Polski, Związku Zawodowego Robotników Rolnych, nieukształtowani narodowo wyrobnicy-analfabeci, przestępcy uwolnieni przez bolszewików z polskich zakładów karnych), wymienia Davies również... endeków. „Do rewkomów – pisze – trafiał najbardziej oportunistyczny element [...]. W Łomży rewkomem kierowali pospołu anarchiści, syjoniści i konserwatywni endecy”. Melanż iście nieprawdopodobny. Myślę, że warto w końcu wyjaśnić zagadkę, a równocześnie odpowiedzieć na nurtujące pytanie sformułowane w tytule. 

*
Rewelacja angielsko-polskiego historyka może dziwić tym bardziej, jeśli zdamy sobie sprawę, że polsko-bolszewicka konfrontacja z lat 1919-1920 nie była tylko wojną o terytoria. Była to wojna idei, w której realizujące się właśnie polskie marzenie o odzyskaniu państwowości, zagrabionej przed grubo stuleciem, zderzyło się z dogmatem marksistowskiej doktryny komunistycznej, pchającym młody organizm bolszewicki na Zachód i każącym uznawać państwa rodzące się na okupowanych przez wojska niemieckie terytoriach za groźną wobec niego kontrrewolucję. Polskie sentymenty historyczne, tradycje, psychologiczne nastawienie, starły się z komunistycznym wewnętrznym nakazem rozprzestrzeniania rewolucji. W tej sytuacji obecność owych konserwatywnych endeków wśród kolaborantów wyda się nam jeszcze bardziej tajemnicza. Nawet wówczas, gdy weźmiemy pod uwagę fakt zmasowanej propagandy, którą poprzedzona została inwazja. Wielokroć padała ona na podatny grunt, ale dotyczyć to mogło raczej przeżartej lewicowymi ideałami inteligencji, tak czułej na punkcie rewolucji społecznej, mirażu powszechnej szczęśliwości i postępu. Jakże charakterystyczny jest tu przykład owego młodego człowieka z relacji Mariana Zdziechowskiego (M. Zdziechowski, W obliczu końca), tak bardzo przywodzący na myśl bogatego młodzieńca znanego z Ewangelii, nie potrafiącego pozbyć się dla Chrystusa wiążących go z doczesnością dóbr materialnych (Mt 19, 16-30; Mk 10, 17-31; Łk 18, 18-30). Będąc rozdartym między patriotyzm a „postęp w naj-czystszej postaci”, czyli bolszewizm, w lipcu 1920 r. przyszedł po radę do prof. Baudouina de Courtenay. Pytał, czy ma zgłosić się do wojska, jak czynią to wszyscy wokół, czy nie? „Profesor począł go reflektować – relacjonuje Zdziechowski – «Czyżbyś chciał, aby Polska stała się tym, czym dzisiejsza Rosja: wielką, nieuprawną [...] pustynią; aby ludzie na ulicach, a między nimi ci robotnicy, których los tak cię obchodzi, marli z nędzy; aby inteligencję wystrzelano lub zamorzono głodem; aby Warszawa przeobraziła się w jeden wielki dom publiczny». Profesor mówił na podstawie własnych gorzkich doświadczeń z całorocznego pobytu w Petersburgu pod rządami Sowietów. Jego słowa robiły na młodzieńcu silne wrażenie, miał łzy w oczach; nie przekonały go jednak. Do wojska nie poszedł, nie mógł, nie chciał, było to ponad siły, wzdragał się na samą myśl, że w takim razie szedłby z «reakcją» przeciw «postępowi»”. „Młodzieniec odszedł zasmucony”, dodajmy za św. Mateuszem (Mt 19, 22). Obciążenie ideologiczne, niczym dobra materialne z biblijnej przypowieści, zamykały wielu lewicowo usposobionym jasny ogląd rzeczywistości. Jednakże a’priori odrzucić możemy założenie, że konserwatywnych endeków zaprowadzić do rewkomów mogła ideologia.
*
Powiatowe, miejskie, gminne, folwarczne czy fabryczne komitety rewolucyjne wyznaczała Armia Czerwona. Ustrojowo miały one charakter cywilno-wojskowy, a bezpośrednio podporządkowane były Radzie Wojskowo-Rewolucyjnej armii, operującej na danym terenie. Na czele rewkomów stawiano zwykle dwóch komisarzy: wojskowego i cywilnego. Wojskowym był oficer Armii Czerwonej, a cywilnym przedstawiciel miejscowej ludności. Komisarze cywilni mieli za zadanie powołanie Milicji Ludowej, tzw. czerwonej milicji. Barwny, przepojony „rewolucyjnym romantyzmem”, acz obdarzony sporą dozą autentyzmu, obraz organizowania rewkomu kreśli Izaak Babel w swej Armii Konnej: „W dole, na dziedzińcu zamkowym, zebrali się ludzie na wiec. Przyszli tu chłopi, Żydzi i grabarze z przedmieść. Bucha nad nimi płonący uniesieniem głos Winogradowa i brzęk jego ostróg. Winogradow mówił o drugim kongresie Międzynarodówki [...]. Głos komisarza w dole nie milknie. Z pasją przekonuje zaskoczonych mieszczan i obrabowanych Żydów: – Władza to wy. Wszystko dokoła jest wasze. Nie ma już panów. Przystępuję do wyborów Komitetu Rewolucyjnego [...]”.
Przy rewkomach zakładano rewolucyjne trybunały, które miały ścigać przeciwników „władzy ludowej”. Od wyroków trybunałów nie było odwołania. Pierwsze rozkazy rewkomów nakazywały złożenie broni, usuwano polskie godła i krzyże z budynków administracji terenowej, niszczono archiwalia, konfiskowano zapasy płodów rolnych i nakładano kontrybucje na bogatych kupców w miastach. W sklepach rekwirowano alkohol i sukno. Poza tym rewkomy wykonywały funkcje administracyjne. 
Istną plagą było postępowanie żołnierzy bolszewickich, którzy, niczym szarańcza, wielokroć pozostawiali po sobie tylko zniszczenie. Szczególnie narażone na ataki ze strony bolszewików było duchowieństwo katolickie, konfrontowane z bluźnierczym często zachowa-niem sowieckich żołdaków, które tak wyraziście opisał wspomniany już Babel odnośnie Kościoła Św. Walentego w Beresteczku (I. Babel, Armia Konna. U Świętego Walentego), zaś ks. Wiktor Mieczkowski w relacji z pobytu bolszewików w Wyszkowie. 
I wydaje się, że właśnie w tym tkwi przyczyna obecności owych symbolicznych konserwatywnych endeków w bolszewickich rewkomach podczas krótkiej okupacji wschodniej Polski w 1920 r. Takie przypadki rzeczywiście miały miejsce, obserwujemy je zwłaszcza na terenach zamieszkałych przez ludność o rozwiniętym poczuciu świadomości narodowej. Na taką to sytuację natknąłem się badając zagadnienie kolaboracji z bolszewikami w sierpniu 1920 na terenie województwa lubelskiego. Głównym źródłem historycznym dotyczącym problemu są w tym przypadku akta sądów okręgowych, które na początku lat 20. XX w. rozpatrywały sprawy sprzyjania nieprzyjacielowi w okresie wojny polsko-bolszewickiej. Tutaj też odkryłem owo zjawisko świadomego wstępowania do rewkomów osób ukształtowanych patriotycznie, przedstawicieli elit lokalnych społeczności tam, gdzie pojawiała się groźba przejęcia władzy przez renegatów i przestępców, co mogło mieć poważne następstwa dla miejscowej ludności. Takie sytuacje zdarzały się na Podlasiu. Opisana sytuacja miała miejsce w Przegalinach w pow. radzyńskim, gdzie do rewkomu wszedł obdarzony ogólnym zaufaniem Jan Żuk. Wg zeznania świadka, Mikołaja Kosińskiego: „Gdy przyszli bolszewicy i kazali wybierać do Komitetu [Rewolucyjnego] ludzi, to gospodarze, jak zwykle, ociągali się z tym. Wtedy zgłosił się jeden osobnik, karany przedtem, i już miał być wybrany, gdyśmy oparli się temu i zaproponowali na miejsce to Żuka Jana, jako człowieka porządnego i uczciwego. Żuk się odmawiał, ale bolszewicy go zapisali przy-musowo (Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Radzyniu Podlaskim, Prokurator Sądu Okręgowego w Białej Podlaskiej, sygn. 80, k. 6). Podobna sytuacja miała miejsce w Branicy tegoż samego powiatu, gdzie wyznaczony do tworzenia czerwonej milicji Józef Mikołajczyk, jak stwierdzał prokurator we wniosku o umorzenie postępowania, „miał na względzie przede wszystkim bezpieczeństwo osobiste obywateli i ochronę ich mienia przed drapieżnością najeźdźcy. Dobierał odpowiednio w tym celu ludzi porządnych, informując się w tej mierze wśród znajomych upatrzonego kandydata, w której to działalności Mikołajczyka, jak widać [...] przyświecały mu najoczywiściej ideały i dobro ogólnoludzkie” (tamże, sygn. 139). 
*
W obliczu okupacji sowieckiej polskie elity oraz ludzie uformowani w duchu narodowym i patriotycznym stanęli przed problemem poddania się władzy zdegenerowanego, obcego polskiej tradycji, nierzadko przestępczego elementu, który garnął się do bolszewickich komitetów rewolucyjnych. Jako że stanowiły one wówczas jedyną władzę, zdarzało się, iż ludność skłaniała do przystępowania do rewkomów osoby obdarzone zaufaniem miejscowych społeczności, które gwarantowały pacyfikowanie probolszewickich zachowań i zapewniały bezpieczeństwo ludności polskiej. Oto najprostsza droga, która mogła zaprowadzić konserwatywnych endeków do bolszewickich komitetów rewolucyjnych. I dowód, że przytoczenie suchych faktów, pozbawionych komentarza, potrafi nieraz bardziej skomplikować sytuację niż ją wyjaśnić. A przecież to wyjaśnianie, czyli docieranie do prawdy, stanowi metodologiczny sens pracy historyka. 

 

 

Pierwodruk: "Podlaski Kwartalnik Kulturalny", nr 1, 2007, s. 61-64.
 

Please reload

Featured Posts

Wyniki ankiety "Opracowanie w archiwach państwowych AD 2018"

July 17, 2019

1/10
Please reload

Archive
Please reload

Follow Us
This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now