Duchowieństwo polskie wobec sprawy narodowej - 150 lat później

09.11.2015

 

Prolog

 

Na początku 1865 r. pozostający na emigracji ks. Kacper Kotkowski, proboszcz ćmielowski pochodzący z ziemiańskiej rodziny Ścibór-Kotkowskich, organizator manifestacji patriotycznych w latach 1861-1862, a w powstaniu naczelnik cywilny i komisarz pełnomocny Rządu Narodowego na województwo sandomierskie, ukończył swoje dzieło. Było to opracowanie Duchowieństwo Polskie wobec sprawy narodowej, wydane tegoż roku w Paryżu, stanowiące analizę i uzasadnienie zaangażowania się Kościoła w Polsce po stronie powstania.

 

Lektura to nadzwyczaj aktualna. Nie tylko dla dzisiejszego oglądu sprawy powstania narodowego 1863-1864, ale także tego, co przyniósł Polsce wiek XX. Wiedza historyczna i doświadczenia popowstaniowe pozwalają nam szerzej spojrzeć na opracowanie ks. Kotkowskiego i poddać je ciekawej konfrontacji z rzeczywistością kolejnych epok historycznych.

 

Krucjata polska

 

Nie zrozumie narodowego zaangażowania polskich duchownych człowiek, który nie zna dziejowego posłannictwa Polski, zdaje się mówić ks. Kacper Kotkowski [3,1]. Dotyczy to zarówno obcokrajowców (co potrafimy zrozumieć), jak i ludzi w Polsce żyjących (co uświadomić sobie już nam trudniej). Posłannictwa, czyli celu istnienia polskiego narodu i polskiej państwowości w tym konkretnym miejscu, w jakim usadowił nas Pan Historii. Bo tylko przez pryzmat polskich dziejów związek duchowieństwa z polskością jest widoczny. I z tej perspektywy widoczny nierozerwalny związek Kościoła i polskiej sprawy narodowej. Katolickie państwa Zachodu doświadczyły tego pośrednio dopiero, gdy Polski zabrakło. „Polska żyła, nie poznano jej. Upadła, poznano! A poznano dopiero po silnym wstrząśnieniu i po zmartwychpowstaniu dzikich, pogańskich upiorów. Poznano po zaćmieniu dla ziemi Światła Światłości” [3,5] – napisze ks. Kotkowski, co będzie dlań koronnym argumentem, że „sprawa Polski, to sprawa całego chrześcijaństwa, sprawa wolności ludów i wszystkich drogich nam darów chrześcijaństwa. (…) Religijne namaszczenie narodowego ducha płynie z ducha narodu, płynie z serca jego tradycji (…)” [3,3-4]. Oznacza to, ni mniej ni więcej, jak uświęcenie polskiej walki o wolność, która stawała się walką o chrześcijaństwo – krucjatą. A udział duchownego w krucjacie jest już zupełnie naturalny. W tym rozumieniu konfederacja narodowa staje się chrześcijańską krucjatą i dlatego w okresach polskich powstań występują tylko dwa typy narodowe, bez względu na stan społeczny czy płeć – Polak-rycerz i Polak-kapłan [3,21]. „Kościół z narodem, religia z nauką, żywot przyszły z doczesnym, to hasło nowej doby – nowego dla świata życia, ku któremu Polska ze swym sztandarem stanęła na czele, bo na nim błysnął orzeł z krzyżem i palmą. Oto przyczyna dlaczego charakter narodowego ruchu religijny. Dlaczego duchowieństwo na jego czele” [3,10].

 

Dlatego też, „pierwsze przed-powstańcze drgnięcia narodu, pierwsze zapowiedzi dwuletnich manifestacji narodu, rozpoczęły się od kościoła, od nabożeństwa za dusze Adama, Zygmunta i Juliusza” [3,14]. Stąd również zwrócenie się Moskali przeciwko Kościołowi: działa skierowane przeciwko świątyniom i obstawione bagnetami. Stąd kapłani na czele ruchu oporu, Kordecki odrodzony w milionach a Jasna Góra w całej Polsce [3,16].

 

Jakże znany to dla nas, pamiętających dzieje późniejsze, obraz. Bo przecież powstanie przeciwko atakującemu schizmatyckiemu caratowi z lat 1863-1864, opór wobec likwidowania parafii unickich i zamykania kościołów katolickich w latach 70. XIX w., wraz z krwawą ofiarą Męczenników Podlaskich, przeciwstawienie się bezbożnemu bolszewizmowi zakończone Cudem nad Wisłą w 1920 roku, wielka konspiracja przeciw okupacji Polski przez pogańskich Germanów w latach 1939-1944/45 i uparty opór przeciwko ateistycznemu reżimowi PRL-owskiemu to element tej samej polskiej krucjaty, w której sprawa narodowa nierozerwalnie związana jest z obroną chrześcijaństwa. Oto emanacja paradygmatu Polaka-katolika, który kształtował się od końca średniowiecza właśnie w oparciu o zrozumienie sensu istnienia Rzeczpospolitej w tym specyficznym miejscu Europy, na styku dwóch światów. Paradygmat, który w każdym pokoleniu musi być odnawiany na nowo w tym (przeklętym / błogosławionym?) kontinuum polskim. Który potwierdzany jest na nowo tak przez ludzi świeckich jak i duchowieństwo. Doskonale rozumiał to umierający abp. Antoni Fijałkowski, metropolita warszawski w gorącym okresie przedpowstaniowych manifestacji narodowych. Ale oddajmy głos ks. Kotkowskiemu, który przenosi nas do jesieni 1861 r., i tak opisuje hierarchę: „To ten starzec, złamany wiekiem, a tak silnie odpierający napady Moskwy; to ten kapłan, który konając zwołuje pasterzy diecezjalnych, błogosławi ich i zaklina, aby trzymali z narodem, aby go nie opuszczali, aby nie zapominali nigdy, że są Polakami” [3,18].

 

Podobnymi słowy wyrażali swój stosunek do polskości w kolejnych latach tacy wielcy hierarchowie Kościoła, którzy na stałe również wrośli w katedrę sprawy narodowej jak: ks. kard. Adam Sapieha, ks. Prymas Stefan Wyszyński czy św. papież Jana Paweł II. A za nimi niosły je do ludu tysiące księży. I w każdej z polskich krucjat odnajdziemy ową emanację Polaka-kapłana, który staje ramię w ramię w Polakiem-żołnierzem do walki za wiarę i za naród. Bo wie, że nie będzie w Polsce wiary bez narodu i nie będzie narodu bez wiary.

 

Dla nas, na Podlasiu, takim Polakiem-kapłanem w czasie powstania styczniowego był ks. Stanisław Brzóska, stracony w czasie, gdy trwały prace drukarskie nad wydaniem książki ks. Kotkowskiego. A potem ks. Skorupka – Polak-kapłan z krzyżem w ręku prowadzący Polaków-żołnierzy w ataku na bolszewików pod Ossowem 14 sierpnia 1920 r.; św. o. Maksymilian Kolbe – Polak-kapłan pokazujący jak oddać życie za Polaka-żołnierza w niemieckim obozie koncentracyjnym; bł. o. Jan Czartoryski „Ojciec Michał”, kapelan szpitala powstańczego na Tamce – Polak-kapłan zamordowany przez Niemców w czasie Powstania Warszawskiego, bo nie chciał opuścić rannych Polaków-żołnierzy; ks. Lucjan Niedzielak, proboszcz parafii Polskowola – Polak-kapłan zamordowany przez komunistyczny Urząd Bezpieczeństwa w lutym 1947 roku za mówienie Polakom-żołnierzom prawdy o komunizmie; bł. ks. Jerzy Popiełuszko – Polak-kapłan zamordowany przez funkcjonariuszy komunistycznej Służby Bezpieczeństwa za zaangażowanie na rzecz Polaków-żołnierzy trwających w oddolnym oporze przeciwko zniewalającemu reżimowi PRL. A przecież to tylko pojedyncze przykłady całej rzeszy podobnych postaw polskich duchownych. Jakże znamienne, że wielu z nich zostało już uznanych przez Kościół za błogosławionych, świętych, a toczą się przecież również następne procesy beatyfikacyjne i kanonizacyjne. Kolejny do namacalny dowód na istnienie tego, co ks. Kotkowski nazywa polską krucjatą.

 

Zarzuty wiecznie żywe

 

Dlaczego ks. Kacper Kotkowski pracował nad swoim opracowaniem, zapytamy? Może po to, by dać odpór temu klangorowi realistów, którzy rzucili się po upadku powstania styczniowego na jego twórców i uczestników, niczym stado kruków, jak dzisiejsi realiści rzucający kalumnie na twórców i uczestników Powstania Warszawskiego. Na pewno po to zaś, by bronić duchownych zaangażowanych w powstanie przed zarzutami politycznego zaangażowania i „krew na rękach” – tymi samymi, które Moskale (ci zewnętrzni i ci wewnętrzni) rzucali na ks. Brzóskę.

 

Odpowiedź ks. Kotkowskiego może zdumiewać tylko osoby nieukształtowane w polskim nierozdzielnym duchu narodowo-katolickim: powstanie 1863, a my dodamy, że również to z 1944 roku i lat 1944-1947, jest zwycięskie! „Nie udało się, nie udało! – wołają zewsząd. Tak jest, wyznaję z boleścią, ale tak powstanie ostatnie, jak i wszystkie porywy narodu naszego, począwszy od konfederacji barskiej, POWIODŁY SIĘ, a tego nawet ludzie dojrzali zrozumieć nie chcą” [3,1]. To jest to rozumienie, do którego zbliżają się ludzie widzący w zrywach narodowych drogę rezurekcji państwa w 1918 roku. To jest to samo spojrzenie Kościoła, które nie pozwala nazwać ofiarę męczenników nierealną głupotą, lecz posiewem, który przynosi plon w przyszłości. Zgódźmy się, że związanie sprawy narodowej z Kościołem w Polsce mogło przynieść takie rezultaty ideowe.

 

Nieznośnie aktualne dla epok późniejszych są zarzuty, które narodowemu zaangażowaniu polskich duchownych stawiała administracja carska, a za nią i ci przedstawiciele polskiej społeczności, których poeta-wieszcz dzisiejszej doby, Jarosław Marek Rymkiewicz, nazywa wewnętrznymi Moskalami [5]. Widzimy w nich to fałszywe zatroskanie o Kościół, z bólem piętnujące niegodne jakoby zachowania kapłanów Chrystusa, które pamiętamy z PRL i które równie głośno słychać niestety dzisiaj. W swym dekrecie z 8 listopada 1864 r. znoszącym klasztory katolickie w Polsce car zauważał z troską, że część duchowieństwa rzymsko-katolickiego „nie okazała się wierną obowiązkom pasterskim ani obowiązkom poddanych”. Co oznaczać miało, że wina za zniesienie klasztorów spada na nich. Komisja Specjalna powołana w Warszawie do zbadania sprawy klasztorów podrzuciła Aleksandrowi II zarzuty:

  1. Wykorzystywania przez buntowników fanatyzmu religijnego narodu, który podtrzymywany i podsycany jest przez duchowieństwo.

  2. Wykorzystywania wpływu księży poprzez konfesjonał, zwłaszcza na pobożne kobiety.

  3. Mieszania do spraw świeckich, bardzo znane dziś pod terminem-młotem mieszania się księży do polityki.

  4. Podsycania niepokojów społecznych na kazaniach.

  5. Mobilizowania ludzi poprzez organizowanie procesji, które zamieniają się w narodowe manifestacje społeczne.

  6. Pozwalania na uzewnętrznianie „godeł rewolucyjnych” i „rewolucyjnych pieśni” podczas religijnych uroczystości.

Konkludowano z zarzutem, że to „kategorycznie potwierdza istnienie zgody i najściślejszej solidarności między duchowieństwem i rewolucyjną partią demokratyczną” [3,26-28].

 

Jeśli pamiętamy czasy rządów partii komunistycznej w PRL oraz śledzimy współczesną walkę z Kościołem prowadzoną przez stronę, którą św. Jan Paweł II określił „cywilizacją śmierci” [1], a którą w Polsce niestety również reprezentują bardzo wpływowe środowiska posiadające swoich zwolenników, zarzuty powyższe nie będą dla nas nowością. Owo narzekanie na płytki katolicyzm ludowy, obrzędowy połączony jednak z fanatyzmem, rządzenie prostymi ludźmi poprzez spowiedź, sławetne mieszanie się do polityki, kreowanie społecznych niepokojów poprzez uroczystości, czy przyjmowanie w parafialnych salach działaczy społecznych to standardy ataków na Kościół lewicowych środowisk. Nierzadko również przybierają one postać powyżej cytowanej fałszywej carskiej troski o dobro Kościoła katolickiego. Ks. Kotkowski zanalizował to zjawisko prostym stwierdzeniem: „Frazeologia do takiego dziś dosięgła stopnia, że ateusz, panteista, żyd i protestant prowadząc dysputę z katolikiem, używać będą terminów nauki tego ostatniego, motywując nimi najbardziej krańcowe pojęcia i wyznania tożsamości” [3,10]. Konstatacja ta aktualna jest do dziś, podobnie jak reakcja na wszystkie carskie zarzuty. Po doświadczeniach XX wieku, po pierwszej dekadzie wieku XXI moglibyśmy i dzisiaj powtórzyć za proboszczem ćmielowskim: „Wiemy dobrze co Moskwa nazywa mieszaniem się do spraw świeckich. Tymi słowy odzywała się do Piusa [IX], księdza Fijałkowskiego, Białobrzeskiego, Felińskiego, Rzewuskiego [dodajmy od siebie mądrzejsi o kolejne 150 lat: Niedzielaka, Wyszyńskiego, Wojtyły, Popiełuszki – przyp. aut.] i całego naszego duchowieństwa. Wiemy co u niej jej maską religijną i smutną stroną dziejów. Wiemy, co nazywa, wyśmiewając na każdym kroku z teatralności (zwykły sposób wyrażania się jej) katolicyzmu, zbytkiem ceremonii religijnych, co procesjami religijnymi mającymi widocznie charakter demonstracji politycznych: jak procesje Bożego Ciała, Dni Krzyżowych, potrzeby itd. Wiemy co u niej godłem rewolucji – cierniowa korona, palma i krzyż” [3,31].

 

Wyjaśnijmy: cierniowa korona – czyli wyraz niewoli narodowej, palma – symbol zmartwychwstania Polski i wreszcie krzyż, czyli nierozerwalność związków polskiego narodu i chrześcijaństwa. I ów zarzut mieszania się do polityki, który ks. bp. Paweł Rzewuski, sufragan warszawski, komentował stwierdzeniem: „Bóg jest do tyla godzien, aby go i w polityce nie pomijano” [Kotkowski, 25]. My zaś w odpowiedzi na zarzuty „wyznawców prawdziwego Boga, czystej religii i nie mnichowskiego Kościoła”, które dziś określilibyśmy mianem tzw. Kościoła otwartego, wzorem  ks. Kotkowskiego wypowiedzmy swoje credo, „a jest nim credo świętego Piotra, Pawła, Hieronima, Augustyna, Bernarda, Dominika, Tomasza i świętej Teresy. Jest nim credo naszych ojców; jest nim credo Bossueta i Skargi, Joanny d`Arc i Kordeckiego; jest nim credo katolickiego Kościoła, z którym być Chrystus przyobiecał aż do skończenia świata” [3,10-11].

 

Epilog

 

Ks. Kacper Kotkowski uczynił Duchowieństwo polskie wobec sprawy narodowej opracowaniem, które nie straciło na aktualności do dzisiaj. Wierząc w słuszność argumentów o związkach polskości z chrześcijaństwem stwierdzał z pełnym przekonaniem, że „jeśli narodowość kiedyś utonie w chrześcijaństwie, to dlatego tylko, że czas utonie w wieczności” [3,77]. Reżimy totalitarne, które niewoliły Polskę poczynając od caratu, poprzez nazizm i komunizm, nie rozumiejąc istoty polskości próbowały oddzielić sprawę narodową od kwestii religijnej, tłumaczyły to w ten sposób, jaki wyłuszczały Moskiewskie Wedomosti” witając rok 1865: „że rzymski katolicyzm bardzo może żyć i istnieć obok rosyjskiego prawosławia, jeżeli tylko zerwie z narodowością (polską)” [3,81]. Za każdym razem napotykały jednak na oddolną polską krucjatę narodowo-religijną, dowodzącą, że „w Polsce nigdy nie pojmowano ani na chwilę oddzielnie chrześcijaństwa od narodowości” [3,80]. A ci ludzie Kościoła, którzy ulegali takiej iluzji (legaliści, realiści, księża patrioci czy wreszcie radykalni duchowni tzw. Kościoła otwartego), z czasem uznawani zostawali za apostatów. W odróżnieniu od tych, którzy ją odrzucali, i później uzyskiwali miano męczenników [3,89].

 

Ks. Kard. Stefan Wyszyński wiek później powtarzał, że „Kościół polski staje w obronie narodowej racji stanu. Oznacza to coś więcej aniżeli polityczna racja stanu. Albowiem polityczna racja stanu zmienia swoje wymiary, natomiast naród – trwa, ma swoją wiarę, swoje zasady moralne, swoją kulturę religijno-narodową, obyczaj narodowy i stoi na straży tych wartości, które nie od razu powstają i zniszczyć się od razu nie dadzą” [4].

 

Zrozumienie zadania dziejowego polskiego narodu i państwa, jego związków z Kościołem katolickim jest warunkiem pożytecznej dla Boga i ludzi egzystencji, i wyzwaniem zarówno świeckich przedstawicieli polskiego społeczeństwa jak i kapłanów. Wypada tylko powtórzyć za Hieronimem Kajsiewiczem, który w 1849 r. pisał: „Zaiste, jest za co dziękować Bogu, iż u nas stosunek między kapłanem a społeczeństwem nie jest jeszcze tak zimny i suchy jak w krajach, przez które przeszły i w których bezbożne rewolucje się udały, jak np. we Francji, gdzie kałuża krwi męczeńskiej, choć już skrzepłej, świątynię od świata mimowolnym u wielu wstrętem oddziela. Dziękować Bogu, iż u nas dziś jak dawniej wszędzie prawie kapłan jest pożądanym w rodzinie, że w każdym ważniejszym wypadku narodowym lud głównie swą ufność w kapłanach pokłada, ich do posług publicznych nagli, na wysłanników i zastępców swoich wybiera” [2].

 

 

 

 

Bibliografia:

 

[1] Jan Paweł II, Encyklika Veritatis Splendor, 1993, http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/encykliki/veritatis_1.html#m0 (2.09.2015 r.)

 

[2] H. Kajsiewicz, O stanowisku kapłana względem sprawy narodowej polityki, List otwarty do wydawcy Przeglądu Poznańskiego z 20.11.1849, [w:] tenże, Pisma, t. III, Berlin-Kraków 1872, za: http://www.polskietradycje.pl/authors.php?author=87  (2.09.2015 r.)

 

[3] K. Kotkowski, Duchowieństwo Polskie wobec sprawy narodowej, Paryż 1865.

 

[4] A. Rastawicka, Polska racja stanu w nauczaniu Stefana Kardynała Wyszyńskiego, http://www.warszawa.mazowsze.pl/panel/rastawicka.htm (28.08.2015 r.).

 

[5] Jakieś obce smoki – rozmowa z prof. Jarosławem Markiem Rymkiewiczem, http://niezalezna.pl/37753-jakies-obce-smoki-rozmowa-z-prof-jaroslawem-markiem-rymkiewiczem (2.09.2015 r.)

 

 

 

 

D. Magier, Duchowieństwo polskie wobec sprawy narodowej - 150 lat później, [w] Święta pamięć narodu polskiego. Ksiądz Stanisław Brzóska, red. ks. Roman Wiszniewski, wyd. Sanktuarium Matki Boskiej Nieustającej Pomocy w Radzyniu Podlaskim, Wydawnictwo Koronis, Radzyń Podlaski 2015, s. 22-30.

Please reload

Featured Posts

Wyniki ankiety "Opracowanie w archiwach państwowych AD 2018"

July 17, 2019

1/10
Please reload

Archive
Please reload

Follow Us
This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now